WYPIEKI

Karobowy tofurnik z malinową galaretką ( bez pieczenia )

Słodziutka malinowa galaretka z odrobiną cukru, reszta tofurnika słodzona daktylami. Bez pieczenia, sam się robi w lodówce.

Lato równa się masa owoców, a najwięcej tych leśnych. Maliny, borówki, jagody, truskawki. Z każdej z nich wychodzą przepyszne tofurniki. Są truskawki w czekoladzie, a ja mam maliny w karobie. Tak naprawdę zrobiłam go tylko po to, żeby nie musieć rano przygotowywać śniadania, tylko mieć gotowe, czekające w lodówce. Jak się okazało, dzisiaj jest Vegan Cake Day, więc taa daa z tej okazji przedstawiam mojego jednego z pierwszych tofurnika. Tofurnika z karobem i malinami. Jest o wiele delikatniejszy niż tofurnik sezamowo – pomarańczowy.

_MG_9809_MG_9832_MG_9813_MG_9822

Składniki:

( tortownica 16 cm )

 

spód:

 

1 / 2 szklanki daktyli

3 / 4 szklanki migdałów

1 / 3 szklanki płatków owsianych

 

warstwa karobowa:

 

250 gram tofu

250 ml mleka sojowego

1 / 2 szklanki daktyli

sok wyciśnięty z 1 limonki

3 łyżki karobu

1 / 3 szklanki orzechów włoskich

2 łyżeczki agaru

 

galaretka z malinami:

 

1 szklanka wody

1 / 2 szklanki malin

1 łyżka brązowego cukru

1 łyżeczka agaru

maliny

 

Przygotowanie:

 

info:  1 szklankę daktyli zalewam wodą i zostawiam na 1 godzinę

spód:

1. Odcedzam daktyle i wrzucam 1 / 2 daktyli do blendera kielichowego razem z płatkami owsianymi i migdałami. Miksuję jak najdrobniej, następnie masę wykładam na dnie tortownicy. Wstawiam do lodówki.

 

warstwa karobowa:

1. Drugą część namoczonych daktyli wrzucam do blendera kielichowego razem z tofu, mlekiem sojowym, karobem, sokiem z cytryny lub limonki i orzechami włoskimi. Blenduję, dopuki masa stanie się jednolita. Musi być bardzo dobrze zmiksowane.

2. Zawartość blendera przekładam do garnka. Dodaję agar, doprowadzam do wrzenia i gotuję przez 1 – 2. Cały czas mieszając. Następnie zdejmuję z ognia.

3. Wyjmuję spód z lodówki i wylewam na niego zawartość garnka. Delikatnie wygładzam wierzch. Zostawiam do ostygnięcia, następnie wstawiam do lodówki na 3 godziny.

 

galaretka z malinami:

1. W blenderze miksuję 1 / 2 szklanki malin z wodą. Przelewam do rondelka, dodaję agar i doprowadzam do wrzenia. Gotuję przez 1 – 2 minuty. Cały czas mieszając. Następnie przelewam do miski / szklanki przez sitko aby odcedzić pestki. Zostawiam do lekkiego ostygnięcia, co jakiś czas mieszam, aby sprawdzić, czy nie zgęstniała.

2. Po 3 godzinach wyciągam z lodówki tofurnika z zastygniętą warstwą karobową. Wylewam na niego lekko ostygniętą galaretkę, następnie układam na niej maliny. Zostawiam do ostygnięcia, następnie wkładam do lodówki na całą noc.

Dwa pomysły na domową tortillę

_MG_9138Botwinkowo arbuzowe tortille z czosnkowo imbirowym sosem

 

Bardzo lekkie i odświeżające tortille z botwinką i arbuzem. Z wyrazistym czosnkowo – imbirowym sosem.

Leży i leży w tej lodówce i nikt jej nie chce użyć. Mowa tu o botwince. Nie miałam na nią w ogóle ochoty, natomiast na tortillę ogromną. Z tortillą kombinuję już od paru ładnych miesięcy. Pierwotnie walczyłam z bezglutenową, ale postawiłam na pszenną.Cóż, jest o wiele prostsza. Także, po sukcesie z chapati, przyszedł czas na tortillę. Przepis wzięłam z Vegazone. Tortillę zrobiłam, ale już o zawartości nie pomyślałam. Czekała na blacie, a ja dalej byłam bez pomysłu. Otworzyłam lodówkę i zastanawiałam się na co mam ochotę. Na pierwszym planie był arbuz, ale żeby od razu arbuza do tortilli na obiad?! Dobra, nikt nie chciał użyć tej botwinki to niech będzie arbuz z botwinką, do tego jakieś nasionka i po drodze znalazła się resztka groszku z w poprzedniego dnia. Na koniec żeby nadać kontrastu arbuzowi, zdecydowałam na takiego ogromnego szczypiora z dymką, który się pięknie prezentował w lodówce. Gotowe! Szybkie, proste i bez tej nieszczęsnej chemii, którą nafaszerowanesą sklepowe tortille. Naprawdę one są tak szybkie i proste w przygotowaniu, że nie trzeba kupować gotowych pełnych najróżniejszych E.

Płynąc na fali, przez następne dni również robiłam tortille. No porostu musiałam się nimi nacieszyć. Idealnie sprężyste i super smaczne. Tyle ich naprodukowałam, że aż mąka się skończyła. Została tylko pszenna razowa. Pomyślałam sobie, co ma nie wyjść, musi wyjść! W trakcie wyrabiania ciasta okazało się, że mąka razowa wchłania więcej wody, dlatego musiałam dodać jej więcej. No i efekt był oszałamiający. Najzdrowsze pełnoziarniste tortille na świecie! Te razowe zrobiłam parę dni po botwinkowym farszu więc musiałam wymyślić co by tu innego dodać do środka. Akurat miałam karobellę, więc nie było żadnego problemu zawartością. W sumie, ta quesadilla na słodko, przypomina takie jakby naleśniki.

Podsumowując, jestem zakochana w pszennej razowej tortilli. Jest brązowiutka, pełnoziarnista i super sprężysta. Można w nią zawinąć ulubione warzywa i owoce, dodać humus lub jakąś pastę i drugie śniadanie do szkoły lub pracy gotowe!

Najważniejsze jest to, aby smażyć je jak najkrócej się da, wtedy będą bardzo sprężyste. Im dłużej będą leżeć na patelni, tym bardziej będą sztywne.

_MG_9122

_MG_9104
_MG_9097
_MG_9108
_MG_9095
_MG_9118
_MG_9143
_MG_9126

Składniki:

 

tortille:

( około 10 sztuk )

 

2 szklanki maki pszennej pelnoziarnistej

2 łyżki oliwa z oliwek

160 ml wody

szczypta soli

 

farsz / sałatka:

 

1 pęczek botwinki bez buraczków

1 duży szczypiorek razem z dymką

1 / 4 szklanki pestek dyni

1 / 4 szklanki nasion słonecznika

1 bardzo duży plaster arbuza

1 / 2 szklanki ugotowanego groszku

 

sos:

 

1 łyżeczka miso

1 łyżka sezamu

1 łyżka gęstego octu balsamicznego

2 łyżeczki soku wyciśniętego z cytryny

1 ząbek czosnku

mały plaster imbiru

woda

Przygotowanie:

 

tortille:

1. Do dużej miski wsypuję mąkę, a do szklanki z wodą dodaję sól i oliwę z oliwek. Cały czas mieszając mąkę stopniowo dodaję wodę. Następnie wyrabiam ciasto przez około 10 minut. Powinno być mniej więcej jak plastelina, nie zostawać na rękach, ani na misce. Zostawiam pod przykryciem na około 30 min.

2. Po tym czasie wyrabiam je raz jeszcze, przez 5 minut. Następnie dzielę na około 10 równych części, wrzucam do miski, przykrywam.

3. Deskę lub stolnicę lekko oprószam mąką. Z miski biorę tylko jedną część i formuję ją w kulkę, następnie rozpłaszczam delikatnie. Rozwałkowuję jak najcieniej potrafię.

info: jeżeli nie chce robić wszystkich na raz, smażeniem zawijam je w folię aluminiową i chowam do lodówki. Niżej jest napisane jak je zapakować.

4. Gotowy placek wrzucam na rozgrzaną patelnię na średnim ogniu, smażę na suchej patelni przez 20 – 30 sekund z każdej strony. Smażę najkrócej jak to tylko możliwe. Nie można smażyć za długo, bo wyjdą sztywne jak nachos’y.

5. Gotową tortillę układam na talerzu i przykrywam szmatką.

 

farsz / sałatka:

1. Myję botwinkę, a następnie drobno siekam. Dodaję do miski razem z ugotowanym groszkiem, pokrojonym w kostkę arbuzem i szczypiorkiem z dymką.

2. Na suchej patelni prażę pestki dyni i słonecznika, dodaję do miski. Całość delikatnie mieszam.

 

sos:

1. W małej szklance mieszam miso sezam, gęsty ocet balsamiczny i sok wyciśnięty z cytryny.

2. Obieram imbir i czosnek, bardzo drobno siekam, dodaję do szklanki. Całość bardzo dobrze mieszam, zostawiam w lodówce na około 30 minut. Jeżeli sos jest za gęsty dodaję odrobinę wody, aby go rozrzedzić.

Tortille faszeruję farszem (układam go na środku), polewam sosem i składam, dodatkowo polewam sosem od góry. Składam raz od dołu, a następnie boki.

_MG_9188

Quesadilla na słodko ( z karobellą i bananem )

 

Super elastyczne i pełnoziarniste pszenne razowe tortille z musem karobowym zrobionym na słodkich ziemniakach. U mnie na kolacje, ale jako drugie śniadanie też będą dobre.

Chyba wszystko najistotniejsze napisałam wyżej i po prostu nie mam więcej słów. Tak dobre i lekkie, że o ja cie! Zdecydowanie polecam wszystkim zrobienie razowych tortilli, bo są o milion razy lepsze niż te zwykłe.

Przypominam raz jeszcze! Smażyć jak najkrócej się da. Wystarczy, że bardzo delikatnie ściemnieje i od razu przekręcam na drugą stronę. Jeżeli chociaż trochę się przypiecze to straci na elastyczności. Jak za pierwszym razem nie wyjdzie, nic się nie stanie Takie nachos’y też są pycha i można je zjeść z pastami, humusami lub dipami. Trening czyni mistrza, a w końcu się uda. Mi się udało za drugim razem i za każdym następnym nabieram coraz większej wprawy.

Ah! bym zapomniała! Dla tych co nie lubią codziennie wyrabiać ciasta i potem zjadać tyle tortilli na raz. Jeżeli ciasto jest już wyrobione, podzielone na części i rozwałkowane na bardzo cienkiego okrągłego placka, wystarczy położyć go na foli aluminiowej i przykryć jedną warstwą, następnie położyć na niej kolejnego placka i również go przykryć folią aluminiową (taka jakby harmonijka ). Zrobić tak ze wszystkim i plackami. Przechowywać w lodówce przez około 3 dni. Potem, wystarczy odwinąć jedną warstwę foli i tylko przełożyć placka na rozgrzaną patelnię. Usmażyć potrzebną ilość i resztę można znowu schować do lodówki. 

_MG_9179_MG_9177 _MG_9184

Składniki:

 

tortille:

( około 10 sztuk )

 

2 1 / 3 mąki pszennej razowej

2 łyżki oliwa z oliwek

160 ml wody

szczypta soli

 

mus karobowy ( karobella ) :

(1 słoik )

 

1 duży batat

1 łyżka karobu

1 szklanka orzechów włoskich

1 duży banan

Przygotowanie:

 

tortille:

1. Do dużej miski wsypuję mąkę, a do szklanki z wodą dodaję sól i oliwę z oliwek. Cały czas mieszając mąkę stopniowo dodaję wodę. Następnie wyrabiam ciasto przez około 10 minut. Powinno być mniej więcej jak plastelina, nie zostawać na rękach, ani na misce. Zostawiam pod przykryciem na około 30 min.

2. Po tym czasie wyrabiam je raz jeszcze, przez 5 minut. Następnie dzielę na około 10 równych części, wrzucam do miski, przykrywam.

3. Deskę lub stolnicę lekko oprószam mąką. Z miski biorę tylko jedną część i formuję ją w kulkę, następnie rozpłaszczam delikatnie. Rozwałkowuję jak najcieniej potrafię.

info: jeżeli nie chce robić wszystkich na raz, smażeniem zawijam je w folię aluminiową i chowam do lodówki.

4. Gotowy placek wrzucam na rozgrzaną patelnię na średnim ogniu, smażę na suchej patelni przez 20 – 30 sekund z każdej strony. Smażę najkrócej jak to tylko możliwe. Nie można smażyć za długo, bo wyjdą sztywne jak nachos’y.

5. Gotową tortillę układam na talerzu i przykrywam wilgotną szmatką.

 

mus karobowy:

1. Obieram batata i kroję w drobną kostkę. Gotuję na parze.

2. Gotowego batata umieszczam w misce lub garnku, dodaję orzechy włoskie i karob. Blenduję na gładką masę

Tortille smaruję karobellą tak jak naleśnika i tylko na połowie układam pokrojonego w plasterki banana, składam na pół i układam po dwie quasadille na talerzu. Można podawać polane syropem klonowym i udekorować ulobionymi owocami sezonowymi.

Zielone curry z bobem + chapati

Polska wersja curry z bobem i indyjskim chlebem chapati. Przyprawy robią swoje, dlatego cała potrawa zachowała swój wyrazisty smak i aromat.

Chapati zrobiłam wczoraj po raz pierwszy. Są to cienkie i okrągłe pszenne placki ( pieczywo ) pochodzące z Indii. Używane zamiast sztućców do nabierania jedzenia. Z pierwszych dziesięciu, które zrobiłam cztery odniosły sukces, a pozostałe sześć było twarde jak nachos’y. Problem tkwił w zbyt mocno rozwałkowanym cieście. Nie może być za cienkie, bo musi lekko urosnąć / podnieść się – takie małe bąbelki. Tak wszystkim posmakowały, że zdecydowałam się je dzisiaj powtórzyć. Trening czyni mistrza i wszystkie wyszły idealnie.

Zielone curry to fajna sprawa. Jakiś czas temu przyrządziłam curry z czerwonej soczewicy Ramsay’a. Bardzo chciałam się nim pochwalić na stronie, ale nigdy nie było okazji. Zdjęcia, które zrobiłam wyszły okropnie, więc przepis poszedł w niepamięć. W związku z tym, że dzisiaj i wczoraj w całym domu unosił się zapach chapati, naszła mnie ponowna ochota na to danie. Rzecz w tym, że od rana wszyscy trąbili o bobie. Sezon na bób trwa, w lodówce jest bób, bób zawiera zawiera błonnik i kwas foliowy. Trzeba zjeść bób. Dobra! To zamiast soczewicy będzie bób i wcale nie trzeba go obierać, bo wychodzi bardzo mięciutki. Przez chwilę się zawahałam jakich przypraw powinnam użyć. Doszłam do wniosku, że skoro robię curry, to nie może się obejść bez klasycznego zestawu, czyli cynamon, goździki, garam masala i kurkuma. Następną zagwostką były pomidory, czym je zastąpić? W końcu miało być zielono. Cukinia czy jarmuż? Padło na cukinie, bo bardziej wodnista.

Podsumowując. Jestem prze dumna z mojego zielonego curry. Zachowało tradycyjne indyjskie smaki i aromaty, podczas gdy jest zrobione na polskim bobie. Jego smaczek się nie zgubił, a cukinia tworzy super sos i w ogóle nie rzuca się w kubki smakowe. Trochę się bałam, że może zepsuć całe danie swoim mdłym posmakiem, ale ryzyko się opłaciło i wyszło obłędnie!

Już nie wspominam o chapati, bo to po prost jest za dobre! Nie trudne i nie wymaga dużo czasu do przygotowania. Smażenie nikomu przysporzy problemu. Myślę tu o sobie. Wcinać można na wszystkie możliwe sposoby. Wrapy, z curry, z dipami, albo po prostu same.

_MG_9064

_MG_9009
_MG_9017
_MG_9005
_MG_9051_MG_9061

 

Składniki:

 

zielone curry

( 1 porcja )

 

3 / 4 szklanki bobu

1 1 / 2 szklanki wody

1 ziele angielskie

2 goździki

1 – 2 cm laski cynamonu

1 / 2 cukinii

1 łyżeczka oliwy z oliwek

1 mała cebula

1 ząbek  czosnku

0,5 cm imbiru

1 / 2 łyżeczki kurkumy

1 łyżeczka garam masala

2 ziarna pieprzu

szczypta chili ( wedle uznania )

1 czubata łyżka mleka kokosowego

sól

 

chapati:

( 10 placków )

 

2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej

250 ml ciepłej wody

1 łyżeczka soli

oliwa z oliwek

 

Przygotowanie:

 

chapati:

1. Do dużej miski wsypuję mąkę pszenną i łyżeczkę soli, mieszam. Następnie cały czas mieszając drewnianą łyżką stopniowo dodaję wodę. Wyrabiam ciasto przez 10 minut. Zostawiam przykryte, aby odpoczęło przez 20 min do godziny.

2. Po tym czasie, raz jeszcze ugniatam ciasto przez 5 minut. Dzielę je na 10 części, wrzucam do miski i przykrywam ścierką.

3. Oprószam deskę mąką i trochę wsypuję do małej miseczki. Z miski biorę jedną z części i formuję z niej kulkę, które delikatnie spłaszczam w dłoniach, aby nabrało kształtu dysku. Obtaczam w mące i rozwałkowuję je na desce. Placek powinien mieć kształt mniej więcej koła o średnicy 20 cm. Nie mogą być, za cienkie ponieważ wyjdą z nich twarde nachos’y.

4. Rozgrzewam suchą patelnię ( do naleśników ), na średni ogień wrzucam przygotowany placek. Kiedy delikatnie zacznie się unosić / będą widoczne bąbelki delikatnie zaglądam od spodu czy pojawiły się pojedyńcze lekko brązowe plamki. Jeśli tak, odwracam na drugą stronę i smażę tak samo jak z pierwszą stroną, około 1 minutę strona.

5. Gotowego placka przenoszę na talerz i smaruję bardzo małą ilością oliwy z oliwek przy pomocy pędzelka. Dokładnie to samo robię z resztą ciasta.

 

zielone curry:

1. Umyty bób wrzucam na patelnie razem z zielem angielskim, goździkami, rozgniecionym w moździerzu pieprzem i cynamonem. Zalewam wodą i doprowadzam do wrzenia. Gotuję pod przykryciem na małym ogniu do czasu, aż około połowa wody wyparuję. Około 20 minut.

2. Cukinię myję i miksuję ręcznym blenderem na gładką masę, odstawiam na bok.

3. Obieram i drobno siekam cebulę, czosnek i imbir. W małym rondelku rozgrzewam oliwę z oliwek. Na rozgrzaną oliwę dodaję cebulę i smażę, do czasu, aż się zeszkli. Następnie dodaję czosnek i imbir, wraz z kurkumą, garam masalą, i chili. Smażę jeszcze przez minutę i dodaję wcześniej zmiksowaną cukinię. W razie potrzeby wlewam 1 / 4 szklanki wody. Cały czas mieszając trzymam na ogniu jeszcze przez  3 minuty.

4. Gdy bób jest już gotowy ( połowa wody wyparowała ) dodaję zawartość rondelka. Trzymam na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając do czasu, aż odpowiednia część wody wyparuje. Mi wystarczyło około 5 minut.

5. Na końcu doprawiam solą i dodaję mleko kokosowe. Gotowe curry przekładam do miseczki i podaję z trzema chapati.

Innowacyjne brownie Julieanny Hever

Nie tak wilgotne jak brownie z batatów, mimo to bardzo czekoladowe. W większości zawiera czarną fasolę dlatego jest treściwe, a brak cukru rekompensują namoczone i zmiksowane daktyle.

Po pierwsze bardzo chciałam podziękować wszystkim którzy czytają moje kuchenne perypetie. To miłe, że ktoś może skorzystać z moich przepisów i rad zważywszy na to, że nie jestem żadnym kuchennym ekspertem. Lubię dobre zdrowe zjedzenie i fotografię, a zabawa podczas gotowania to sama przyjemność. Tak połączyłam moje przyjemne z pożytecznym.

Z okazji pierwszych 100 lików na facebooku Veggetona, chciałam się podzielić innowacyjnym brownie Julieanny Hever. Oddaje ono hołd pierwszej książce o diecie roślinnej, którą przeczytałam z ogromnym zapałem. To ona wprowadziła mnie i pokazała zdrowotne zalety diety roślinnej. Prawda jest taka, że zostałam weganką nie tylko z etycznego punktu widzenia. Początkowo podświadomie, teraz już bardzo świadomie zaczęłam dbać o własne zdrowie, a co więcej moich bliskich. Dlatego dietą wegańską i co poniektórzy wegetariańską dbamy o nasze zdrowie nawzajem.

Inne przepisy z ” Dieta roślinna na co dzień ” Julieanny Hever:

Wszyscy kochają brownie! …a już na pewno takie zdrowe. Jakiś czas temu robiłam brownie z batatów, które nadal jest moim ulubionym. Nie da się ukryć, uwielbiam bataty i mam je zawsze pod ręką. To nie znaczy, że to ciasto jest gorsze. Jest równie słodkie i czekoladowe. Bataty różnią się swoją konsystencją w stosunku do fasoli. Zatem można sobie bardzo łatwo wyobrazić jaka różnica jest pomiędzy jedną a drugą wersja tego ciasta.

Na koniec taka mała anegdota. Parę ładnych dni temu, zepsułam blender. Chyba nie podołał moim wymaganiom. Zostałam z moździerzem i małym blenderem do sosów. Chyba nie muszę opisywać jak teraz wyglądają moje kuchenne eksperymenty. Jest po prostu prze zabawnie i o wiele dłużej niż zwykle. Najważniejsze, jest żeby się nie poddawać! Jak się chce to można i brownie się zrobiło 🙂

_MG_8936
_MG_8937
_MG_8957

Składniki:

( około 10 kawałków )

 

200 gram nie ugotowanej czarnej fasoli

1 szklanka daktyli

1 łyżka mielonego siemienia lnianego

1 / 2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 / 4 łyżeczki sody oczyszczonej

1 / 4 szklanki kakao lub karobu

1 / 3 szklanki mąki gryczanej lub jęczmiennej

orzechy włoskie lub pekan do dekoracji

 

Przygotowanie:

1. Daktyle wrzucam do wysokiego dzbanka zalewam wodą tak, aby je równo przykryła. Zostawiam na 1 – 2 godziny. Po tym czasie odlewam 1 / 3 szklanki wody od daktyli. Daktyle z resztą wody blenduję na gładką masę. Odstawiam na bok.

info: najlepiej aby fasola była namoczona przez całą noc

2. Od namoczonej fasoli odcedzam wodę i nalewam świeżej. Gotuję, do czasu, aż zmięknie.

3. Gotową fasolę odcedzam i blenduję na gładką masę, następnie dodaję kremu daktylowego, wcześniej przygotowanego. Dobrze mieszam, aby składniki równomiernie się rozprowadziły. Można przeblendować raz jeszcze.

4. Do fasoli i daktyli dodaję siemię lniane, sodę oczyszczoną, proszek do pieczenia i mąkę gryczaną ( lub jęczmienną ). Całość bardzo dobrze miksuję ( blenderem lub łyżką ). Na samym końcu dodaję karob ( lub kakao ) i raz jeszcze bardzo dobrze mieszam, aby karob równomiernie się rozprowadził.

5. Ulubioną foremkę wykładam papierem do pieczenia i przekładam do niej ciasto. Gotowe ciasto posypuję orzechami i piekę przez 35 minut we wcześniej nagrzanym piekarniku na 180*C.

6. Gotowe ciasto wyjmuję z pieca i zostawiam do ostygnięcia na około 30 min – 1 godzinę. Po tym czasie wyjmuję i kroję na kawałki.

Jaglano – orzechowe burgery z tahini + burgerowe grahamki i wegański majonez

Mięciutkie bułeczki w dodatku ulubionych warzyw, a punktem programu są orzechowo – jaglane kotlety z tahini. Mało składników, nie skomplikowane, proste do zrobienia i można je wcinać solo!

Kurczę! Nie spodziewałabym się, że tak szybko napiszę następnego posta. Tak, wiem miało być o chlebie, ale znowu tak nagle upiekłam coś nowego co smakowo totalnie pobiło pieczywo. W sumie grahamki to też pieczywo, no ale całość czyli dzisiejsze burgery to po prostu niebo w gębie. Pomysł na kotlety, wyszedł całkiem spontanicznie podczas majówkowej rozmowy o orzechach i o tym co kto lubi. Stwierdziłam, że jeżeli tak bardzo lubimy orzechy to zróbmy z nich danie główne. Nie ukrywam, że jaglanka też jest jednym z najczęściej spożywanych przeze mnie produktów, poza tym jest super zdrowa i nieźle skleja. Tak więc, z samego rana całkiem odruchowo namoczyłam orzechy, zagotowałam jaglankę i poszłam się szykować. W trakcie stwierdziłam, że jeszcze dodam tahini, a czosnek jak zwykle obowiązkowo musi być. Ostatecznie, całkiem spontanicznie bez większego namysłu przygotowałam super smaczne jaglano – orzechowe kotlety z tahini.

Wiedziałam, że bułki na pewno nie będą na zakwasie, ale nie byłam pewna, a może nie zdecydowana jakiej mąki użyć. Okazało się, że jedyną nie otwartą była mąka graham, z którą nie wiedziałam co zrobić. Jakoś zawsze nie było mi po drodze. Otwierając googla, jędną z pierwszych pozycji na które trafiłam była strona osmykolorteczy z prostym przepisem na klasyczne grahamki. Trochę go uprościłam, bo szczerze mówiąc miałam tyle do roboty, że wolałam pominąć wyciąganie miliona garnków i fundowanie sobie więcej sprzątania. Karmelu nie zrobiłam, tylko klasycznie dodałam cukier do mąki, a i tak wyszły mega smaczne.

Burgery jadamy raz w tygodniu, a w tym dodatkowo pokusiłam się o przygotowanie wegańskiego majonezu, który znalazłam na Simple Vegan Blog. Zwykle tworzenie różnego rodzaju majonezów mi nie wychodziło, ten jednak jest super prosty i jego przygotowanie nie zajmuje więcej niż pięć minut. Wszystko co potrzebne to tylko ocet, mleko sojowe i olej. Podstawowe produkty, które każdy powinien mieć w domu.

Na koniec się pochwalę, że planowałam dzisiaj zrobić super fajne batoniki z aronii, która już od dawna grzecznie czeka w zamrażalniku, aby ją użyć. Niestety w całym tym moim pędzie nie wiadomo gdzie, zapomniałam dodać mąki. Ostatecznie po akcji ratunkowej wyszła taka jakby bez warstwowa aroniowa szarlotka. Jeszcze jej nie próbowałam, bo się studzi, ale jestem bardzo ciekawa co z tego będzie.

orzechowojaglane5

orzechowojaglane3
orzechowojaglane2
orzechowojaglane7
orzechowojaglane1
orzechowojaglane6

Składniki:

( 7 burgerów )

 

na kotlety:

 

2 szklanki orzechów nerkowca

1 / 4 szklanki kaszy jaglanej

1 czubata łyżka tahini

1 łyżka sosu sojowego

1 ząbek czosnku

 

na bułki:

 

1 szklanka mąki pszennej ( typ 650 )

2 3 /4 szklanki mąki pszennej graham ( typ 1850 )

1 szklanka wody

2 łyżki oleju rzepakowego

8 gram suszonych drożdży instant

2 łyżki cukru + 2 łyżki cukru do glazury

1 łyżeczka soli

1 / 4 szklanki mleka roślinnego + 1 / 4 szklanki do glazury

płatki owsiane do posypania

 

majonez:

 

3 / 4 szklanki olej roślinny ( 220 g) użyłam ten

1 / 2 szklanki mleka sojowego użyłam tego

1 łyżka octu jabłkowego

1 łyżka cukru trzcinowego

sól do smaku

 

Przygotowanie:

 

bułki:

1. W dużej misce mieszam mąkę pszenną z mąką pszenną graham, cukrem, solą i drożdżami. Następnie dodaję do olej rzepakowy, mleko roślinne i wodę. Wyrabiam ciasto.

2. Wyrobione ciasto formuję w kulę i zostawiam w naoliwionej misce pod przykryciem w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na około godzinę.

3. Wyrośnięte ciasto ugniatam ponownie w misce, a następnie dzielę na siedem części z których formuję kulki i układam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywam kuchenną ścierką i odstawiam w ciepłe miejsce do ponownego wyrośnięcia.

4. W małej miseczce mieszam mleko roślinne z 2 łyżkami cukru. Glazurę rozprowadzam delikatnie pędzelkiem po wierzchu bułeczek, a następnie posypuję płatkami owsianymi.

5. Gotowe bułeczki wkładam do nagrzanego piekarnika na 220*C i piekę przez 15 minut. Następnie wyjmuję i zostawiam do ostygnięcia.

 

kotlety:

1. Orzechy nerkowca umieszczam w garnku i zalewam wodą, tak aby je przykryła. Zostawiam na około 2 godziny do namoczenia. Kaszę jaglaną umieszczam w rondelku i zalewam 1 szklanką wrzącej wody, doprowadzam do wrzenia, następnie zestawiam z ognia i zostawiam pod przykryciem na 1 godzinę.

2. Gotową kaszę i orzechy przekładam do jednej miski dodaję tahini, sos sojowy i posiekany czosnek. Blenduję na gładką masę z której formuję kotlety i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

3. Piekę 30 minut we wcześniej nagrzanym piekarniku na 180*C.

gotowe kotlety wyjmuję z piekarnika i od razu podaję razem z bułkami i ulubionymi warzywami / ja jeszcze lubię je jeść z hummusem lub pastą np. marchewkowo – sezamową lub zieloną mojej mamy.

majonez:

1. W wysokim pojemniku umieszczam wszystkie składniki na majonez. Ręczny blender umieszczam na samym dnie i blenduję, gdy zacznie się robić majonez po woli wyciągam blender, aby zmiksować olej z powierzchni.

w razie potrzeby, aby zagęścić dodaję więcej oleju, a żeby rozrzedzić więcej mleka

Chleb orkiszowy z żurawiną na zakwasie żytnim

Subtelnie słodkawy dzięki suszonej żurawinie, jednak zachowuje swój wyraz dzięki żytniemu zakwasowi. Całość na szlachetnej pszenicy, to znaczy mące orkiszowej. Nieziemsko mięciutki w środku, a jego skórka jest na pograniczu miękkości / elastyczności i chrupkości.

Jak już mówiłam, ostatnio odkryłam co trzeba zrobić, aby skórka nie była twarda jak kamień. Wszystko wychodzi zadowalająco, a jak przychodzi pora krojenia to zonk! Co z tą skórką? Ja już wiem i od ostatniego razu, to znaczy od pszenno – żytniego chleba z dynią już wiem jak to robić, aby nie mieć tego problemu. Teraz moje chleby są wręcz idealne.

Dzisiejszy jest jednym z moich pierwszych, który robiłam bez przepisu. Dlatego mogę śmiało przyznać, że to mój własny przepis. Owszem po upieczeniu paru bochenków został mi w głowie jakiś wzór pieczenia. Jest to nieuniknione, ale jak by nie było zawsze trzeba połączyć wodę z mąką, aby wyszło jakiekolwiek pieczywo.

zzurawina1 zzurawina2 zzurawina3 zzurawina4

Składniki:

( 1 duży bochenek )

 


zaczyn:

 

2 łyżki zakwasu żytniego ( 100 % hydratacji )

1 szklanka mąki żytniej ( typ 720 )

2 / 3 szklanki wody

 

ciasto właściwe:

 

600 gram mąki orkiszowej

1 1 / 4 szklanki wody

cały zaczyn

1 łyżka soli

 

Przygotowanie:

1. W sporej misce mieszam wszystkie składniki na zaczyn, przykrywam folią aluminiową i odstawiam w ciepłe miejsce na 8 – 12 godzi.

2. Po tym czasie w dużej misce mieszam zaczyn, mąkę i wodę. Mieszam drewnianą łyżką, aby składniki się połączyły, nie wyrabiam. Zostawiam na 20 – 40 minut, aby ciasto odpoczęło. Po tym czasie wyrabiam ciasto, dodaję sól i suszoną żurawinę,  zostawiam w ciepłym miejscu przykryte kuchenną szmatką na 2 godziny. W tym czasie ciasto składam trzykrotnie w 30 minutowych odstępach.

3. Po tym czasie wykładam ciasto na oprószoną wcześniej mąką deskę i zostawiam na 20 min. Następnie obsypuję je mąką od góry i umieszczam w koszyku wyłożonym kuchenną szmatką. Zostawiam do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej na około 3 godziny.

4. Nagrzewam piekarnik na 220*C ( razem z blachą ) i prosto ze szmatki bardzo delikatnie przekładam chleb na rozgrzaną blachę, przymykam drzwiczki piekarnika i psikam wodą do środka, aby naparować piekarnik. Piekę przez około 35 min.

5. Upieczony chleb wyjmuję z piekarnika i zostawiam do ostygnięcia.

 

Pszenno – żytni chleb śniadaniowy z dynią

Łatwy w krojeniu bo ma miękką skórkę, a środek jeszcze bardziej miękki i na dodatek wilgotny. W większości na mące pszennej, acz kolwiek początkiem był zakwas żytni, dlatego posiada nie codzienny smak chleba pszennego, przesiąkniętego żytnim aromatem. Puree i pestki z dyni w nim zawarte nadają charakteru.

Po raz drugi powołałam się na umiejętności kulinarne beawkuchni i po raz drugi wyszło oszałamiająco. Skórka mięciutka, dlatego łatwo się kroi. Zawsze zastanawiało mnie czemu moje chleby mimo mięciutkiego miąższu, mają grubą skórkę, która nie jest najprostsza w krojeniu. Niby, super bo jest chrupiąca i jedząc kromkę chleba smakuje obłędnie, ale żeby ukroić to już inna sprawa. Chyba po tym chlebie zrozumiałam, że im rzadsze ciasto tym bardziej elastyczna / miększa skórka. Jako, że raz w tygodniu piekę dwa chleby, to i tym razem przy okazji dyniowego upiekłam również orkiszowy z żurawiną. Pszenno – żytni był pieczony w formie, więc problemu nie było, natomiast orkiszowy na blasze i jak temu podołać? hmm… ciasto składałam dokładnie tak samo jak w przypadku chleba żytniego z pieczonymi ziemniakami i rozmarynem. Było dość luźne, ale nie lejące się. Przez noc w lodówce wyrosło przepięknie, a do pieca wrzuciłam je prosto ze szmatki kuchennej, co za tym idzie nacięłam już w piekarniku. Nie było opcji wyrzucać go na blat, bo mając je na rękach lekko się rozpływało na boki. Wniosek: rzadsze ciasto równa się łatwiejszy do krojenia chleb ( miększa skórka ). Osobiście rozpływam się w tym orkiszowym z żurawiną, ale o nim napiszę następnym razem.

zdynia3

zdynia5

zdynia4

 Składniki:

( 1 średni bochenek )

zaczyn:

50 g aktywnego zakwasu żytniego ( 100 % hydratacji )

125 g mąki pszennej ( typ 650 )

125 mąki żytniej razowej ( typ 2000 )

250 g wody

ciasto właściwe:

cały zaczyn

175 g wody

200 g puree dyniowego

200 g mąki pszennej ( typ 650 )

170 g mąki żytniej razowej ( typ 2000 )

1 1 / 2 łyżeczki soli

50 gram pestek dyni

Przygotowanie:

1. W średniej wielkości misce mieszam wszystkie składniki na zaczyn, przykrywam folią aluminiową, zostawiam na 8 – 12 godzin w ciepłym miejscu.

2. Zaczyn mieszam z wodą i puree dyniowym, następnie dodaję mąkę żytnią i pszenną uprzednio wymieszane z solą i pestkami dyni. Mieszam, aby wszystkie składniki dobrze się połączyły i zostawiam na 15 minut, żeby ciasto odpoczęło.

3. Po tym czasie przekładam ciasto do uprzednio natłuszczonej i wysypanej mąką formy. Przykrywam natłuszczoną folią aluminiową i odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Około 1 – 2 godziny.

4. Piekę we wcześniej nagrzanym piekarniku na 230*C przez 20 minut, następnie zmniejszam temperaturę do 210*C i piekę następne 10 – 15 minut. Gotowy chleb wyjmuję i zostawiam do ostygnięcia.

Codzienny chleb żytni na zakwasie

Bardzo łatwy do przygotowania codzienny domowy chleb na mące żytniej. Mięciutki i delikatnie wilgotny miąższ z mięciutką skórką. Zamiast słonecznika można użyć pestek dyni lub innych ulubionych nasion.

Dobry chleb to podstawa, a te ze sklepów mają liczne spulchniacze i polepszacze, już nie wspominając o ich świeżości. Dzisiaj udało mi się upiec mój pierwszy chleb na własnym dopieszczonym zakwasie. Jestem zachwycona, bo po przeczytaniu wielu przepisów i poradników wreszcie załapałam pierwsze kroki pieczenia chlebów. Czuję ogromną satysfakcję gdy wychodzi to czego oczekuję. Teraz już mam swój własny zakwas, który mogę używać tak długo jak tylko mam na to ochotę. Jest, tyle możliwości pieczenia chlebów, że już nie mogę się doczekać, żeby wypróbować wszystkie przepisy po kolei. Od tych z dynią, przez te z orzechami i kończąc na tych z suszonymi pomidorami i przyprawami.

zytni4

Składniki:

( 1 średni bochenek )

zaczyn:

3 łyżki zakwasu żytniego 100% hydratacji

1 szklanka mąki żytniej ( typ 720 )

1 szklanka wody

ciasto właściwe:

380 g mąki żytniej ( typ 720 )

370 ml wody

1 łyżeka soli

50 gram nasion słonecznika

Przygotowanie:

1. W dużej misce mieszam wszystkie składniki na zaczyn. Zostawiam na 12 godzin w ciepłym miejscu.

2. Prażę nasiona słonecznika i odstawiam na bok do ostygnięcia.

3. Po 12 godzinach do miski z zaczynem dodaję składniki na ciasto właściwe. Mieszam na gładką, jednolitą masę, na końcu dodaję uprażonego i ostudzonego słonecznika. Odstawiam pod przykryciem na 30 minut, żeby odpoczęło.

4. Przekładam ciasto do wysmarowanej oliwą z oliwek i wysypanej mąką razową keksówki o wymiarach 25-30 cm. Zawijam w folię aluminiową posmarowaną oliwą z oliwek.

5. Wyrośnięty chleb delikatnie odwijam z foli aluminiowej i piekę 20 minut we wcześniej nagrzanym piekarniku na 230*C, następnie zmniejszam temperaturę do 210*C i dopiekam następne 10 minut.

po ostudzeniu kroję i podaję z pastami lub pasztetami

Mocno czekoladowe ciasto buraczkowe

Wilgotne ciasto czekoladowe składające się z buraków, które doskonale łączą się z dużą ilością gorzkiej czekolady.

Dzięki ostatnim wypiekom, uświadomiłam sobie, że to chyba właśnie je uwielbiam robić najbardziej. Wygrywają z starciu ze wszystkim.

_MG_0143_1_MG_0138

Składniki:

( 1 brytfanna )

 

2 szklanki startego surowego buraka

1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej

1 szklanka mąki żytniej ( typ 750 )

2 łyżki mielonego siemienia lnianego

1 szklanka mleka roślinnego

1 / 2 – 3 / 4 szklanki cukru trzcinowego lub ksylitolu

1 / 2 łyżeczki soli

3 duże łyżki kakao

100 g gorzkiej czekolady

3 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 / 2 szklanki oleju rzepakowego

 

Przygotowanie:

1. Obieram i ścieram na tarce ( na małych oczkach ) buraka. Umieszczam w dużej misce razem z olejem rzepakowym. W garnku podgrzewam mleko, a następnie rozpuszczam w nim czekoladę.  Dodaję do miski z burakiem.

2. W oddzielnej misce umieszczam suche składniki: mąki, ksylitol, mielone siemię lniane, kakao, proszek do pieczenia, sól, soda oczyszczona. Dokładnie mieszam, aby wszystko rozprowadzić równomiernie.

3. Dodaję suche składniki do miski z mokrymi. Dobrze mieszam. Gotowe ciasto przekładam do brytfanny wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę 40 minut w piekarniku nagrzanym na 180*C.

świetnie smakuje z sojowym jogurtem naturalnym VALSOIA

Nietrudne, bułeczki żytnie specjalnie do burgerów

Proste w przygotowaniu żytnie bułki do burgerów. Wilgotne w środku z miękką skórką. Klasyczny przepis, który zawsze się sprawdza.

Całkiem niedawno pisałam o super prostych do przygotowania Pszenno – żytnich bułkach z orkiszem. Tym razem upiekłam stuprocentowo żytnie, bez domieszki pszenicy. Ostatnio u nas domowe burgery stały się bardzo popularne i stało się tradycją, że jemy je co piątek. Mam ogromną satysfakcję z tego, że mogę je w pełni sama przyrządzić. Jeszcze pamiętam, jak chwile temu piekłam swoje pierwsze bułeczki, które nie wychodziły wcale tak dobrze. Teraz już dochodzę do coraz lepszej wprawy i zaczynam łapać o co tu chodzi. W przypadku tych z pszenicą były o wiele lżejsze, co za tym idzie lepiej rosły. Fakt, faktem mąka żytnia razowa jest ciężka, dlatego zazwyczaj piecze się ją w połączeniu z pszenną. Chociaż, ta drobna razowa, całkiem nieźle daje rade.

_MG_9697

_MG_9702
_MG_9708
_MG_9705

Składniki:

( 4 bułki )

 

2 szklanki mąki żytniej razowej drobnej ( typ 2000 )

8 g drożdży instant

1 szklanka ciepłej wody

1 łyżeczka soli

2 łyżeczki cukru trzcinowego

1 łyżka oliwy z oliwek

Przygotowanie:

1. Odmierzam odpowiednią ilość mąki i wrzucam ją do miski.

2. W wodę mieszam z solą, cukrem, oliwą oliwek i drożdżami. Stopniowo dodaję ją do mąki cały czas mieszając. Następnie wyrabiam przez około 5 – 10 minut. Formuję kulę i zostawiam ją w misce pod przykryciem do wyrośnięcia na około 1 godzinę.

3. Wyrośnięte ciasto wyrabiam raz jeszcze przez około 5 minut i dzielę na cztery części, z każdej z nich formuję kulkę i układam na blasze uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywam kuchenną ścierką i odstawiam w ciepłe miejsce do ponownego wyrośnięcia na około godzinę.

4. Piekę przez 20 minut w uprzednio nagrzanym piekarniku na 200*C.