Rosół wegański

…a w dodatku do zupy nowy wygląd veggetona! Co tu dużo mówić, rosół jest po prostu najlepszy, każdy go lubi, a gdy za oknem panuje pochmurna pogoda, rozgrzewa i nadaje przytulną domową atmosferę. Z ziemniakami, makaronem ryżowym, albo bezglutenowym, zawsze smakuje obłędnie.

Już jest! Nowa wersja veggetona postawiona na wodpressie. Mam masę roboty przy przerzucaniu wszystkich postów z blogspota, ale warto! Swoją drogą, lepiej teraz niż gdy będzie tak ogromna ilość postów, której przepisywanie zajmie dwa razy więcej czasu niż obecnie. Poza tym, dużo roboty, ale fajnej roboty. Lubię fotografować, komponować grafikę i rozplanowywać jak całość ma się prezentować na stronie, zatem była i jest to dla mnie sama przyjemność. Podsumowując kwestie organizacyjne. Większość jest już zrobione, trwają tylko drobne poprawki i chwila moment wszystko będzie pięknie rozwijać się do przodu.

Rosół – najlepszy na problemy żołądkowe. Mama zawsze mi go dawała, gdyz moim brzuchem działo się coś nie tak, ale wole mu nie przypisywać tak negatywnych skojarzeń. Dlatego pominę pytanie, dlaczego akurat dzisiaj zdecydowałam się na ugotowanie tej zupy. Skupię się na jego aromatycznym zapachu który się z niego wydobywa i przepływa przez cały dom. Nadaje nastrój i ciepłą domową atmosferę. Rosół kojarzy mi z chwilami gdy po całym dniu wracam do domu zmęczona lub mokra. Na dworze jest zimno i pada deszcz. Ciepło domowe jest zapewnione dzięki rozpalonemu kominkowi, a na stole czeka na mnie gorący rosół, który dopełnia całość. Tak, są to naprawdę fajne chwile, gdy w spokoju mogę się rozpłynąć w smaku mojej ulubionej zupy i zapomnieć o całej otaczającej mnie rzeczywistości.

Nie zapominając o co tygodniowych wypiekach, dzisiaj naprawę było z przytupem. Upiekłam, aż cztery chleby na raz i jestem w szoku, jakiej wprawy nabieram w ich pieczeniu. Nie mogę się powstrzymać, więc przy okazji zdradzę małą tajemnicę. Jednym z moich dzisiejszych wypieków był chleb z kakao. No po prostu obłęd! Na sto procent powtórzę go jeszcze nie raz. Dlatego pewnie niedługo pojawi się na stronie. Już nie mogę się doczekać!

Miałam już kończyć, ale całkiem przypadkiem wpadła mi taka myśl do głowy, że gdy jem jeden produkt przez dłuższy okres czasu, w pewnym momencie przejada się. Normalne, bo ile można wiecznie jeść lub pić to samo. W takiej sytuacji przestaję to jeść na jakiś czas i w gruncie rzeczy o nim zapominam. Przejadł się i nie mam więcej ochoty na to patrzeć. Do czasu, aż całkiem przypadkiem ktoś lub coś spowoduje, że znowu sobie przypomnę o tym produkcie, a ten mimo, że jakiś czas temu mi się przejadł, z powrotem nabiera swojego unikatowego smaku w którym się początkowo zakochałam. …i gdzie ta złota myśl? No nie ma, chodzi o to jak nieprawdopodobny jest organizm człowieka. Zmienia / dostosowuje się do danej sytuacji. Nie wydaje mi się, żeby produkt, który jemy kiedykolwiek zmienił się w smaku. Mleko kokosowe będzie zawsze słodkie, cytryna kwaśna, a sos sojowy słony. To nasz organizm jest tak niezawodny, że ostatecznie nuży mu się dany smak. Czemu o tym mówię? Prosta sprawa – własnie siedzę i piję dawno zapomnianą Matcha. Znalazłam jej resztkę w szafce, to był pomysł trafiony w dziesiątkę, ten smak to jest coś! O herbatach mogła bym rozmawiać bardzo, ale wolę zostawić to na herbatczar. Nie mniej jednak ciepła herbata jest równie nastrojowa jak ciepły rosół.

rosol2 rosol1

Składniki:

( 1 średni garnek )

2 litry wody

2 marchewki

1 1 / 2 cebule

1 laska selera naciowego

1 / 2 – 1 / 4 por

2 plastry selera

1 / 2 korzenia pietruszki

2 garście natki pietruszki, posiekana

1 / 2 łyżeczki mielonego pieprzu

2 liście laurowe

1 łyżka sosu sojowego ( wersja bez glutenu: bez glutenowy sos sojowy lub Tamari)

1 łyżka oleju rzepakowego

2 ząbki czosnku, nieobrane

1 / 2 łyżeczki kurkumy

plaster imbiru ( grubość zależy od preferencji ) ( opcjonalnie )

 

opcjonalnie: świeży estragon, bazylia, tymianek, kolendra

Przygotowanie:

1. Myję warzywa, obieram korzeń selera i wrzucam do garnka razem z pieprzem, liściem laurowym i ząbkiem czosnku. Zalewam wodą, doprowadzam do wrzenia, gotuję na małym ogniu przez 20 minut.

2. Po tym czasie dodaję, kurkumę, imbir, olej rzepakowy i sos sojowy. Gotuję jeszcze przez 2 godziny. W razie potrzeby doprawiam solą i pieprzem do smaku. Po tym czasie dodaję natkę pietruszki i opcjonalnie dowolne zioła.

3. Odpowiednią ilość makaronu ryżowego nakładam do miseczki i zalewam wrzącą wodą. Miskę przykrywam talerzem i odstawiam na 15 min.

4. Gotowy makaron odcedzam i zalewam go rosołem. Dekoruję ugotowaną marchewką i świeżą natką pietruszki.

Aby uzyskać jak najwięcej wywaru, całość przelewam przez sito wyłożone pieluchą tetrową, potem całość dobrze wyżymam. Z pozostałej pulpy warzywnej robię pasztet lub paprykarza warzywnego

Reply